Rodzice często wyobrażają sobie pierwsze tygodnie dziecka w żłobku w jeden sposób… a rzeczywistość potrafi ich trochę zaskoczyć. Niektóre rzeczy okazują się łatwiejsze, inne wyglądają zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy.
Pierwsze tygodnie dziecka w żłobku to duża zmiana. Dla dzieci oczywiście też, ale, powiedzmy sobie szczerze – często równie duża dla rodziców. Po jakimś czasie mówią: „O, tego to się nie spodziewałam”. Żłobkowa codzienność potrafi zaskoczyć w kilku miejscach.
Dzieci bardzo szybko uczą się od siebie
W domu dziecko najczęściej obserwuje dorosłych. W żłobku nagle znajduje się wśród innych dzieci, które robią różne rzeczy – jedzą samodzielnie, sprzątają zabawki, próbują nowych zabaw.
I często wystarczy chwila, żeby maluch pomyślał: „To ja też spróbuję”. Rodzice nieraz mówią po kilku tygodniach: „On w domu nigdy tak nie jadł sam!” albo „Ona nagle chce wszystko zrobić sama”. To właśnie siła grupy, dzieci bardzo inspirują się nawzajem.
Emocji jest naprawdę sporo
Nowe miejsce, nowe twarze, nowe zabawy. Dla małego dziecka to ogromna ilość bodźców. Dlatego w pierwszych tygodniach może się zdarzyć, że po powrocie ze żłobka dziecko jest bardziej zmęczone albo potrzebuje więcej bliskości. Czasem chce się tylko przytulić, posiedzieć chwilę obok rodzica albo poczytać książeczkę. To naturalny etap przyzwyczajania się do nowej rzeczywistości.
Relacje z ciociami pojawiają się szybciej, niż się wydaje
Rodzice często obawiają się, że dziecko długo będzie się przyzwyczajało do nowych opiekunek, a dzieci potrafią zaskoczyć. Czasem wystarczy kilka dni i maluch już pokazuje cioci zabawkę, ciągnie ją za rękę do książeczki albo przychodzi się przytulić. Dzieci bardzo szybko wyczuwają, przy kim czują się bezpiecznie.
Każde dziecko potrzebuje swojego czasu
Pamiętamy jedną mamę, która przyprowadzała do nas swoją córeczkę. Dziewczynka miała wtedy jeszcze niecały rok i przy wejściu często płakała. Inne dzieci były już spokojniejsze, a jej było jeszcze trudno. Pewnego dnia mama obserwując inne maluchy, powiedziała trochę ze smutkiem: „Kiedy moja Ewcia będzie tak wchodzić z uśmiechem? Bardzo bym tego chciała”. Powiedziałam jej wtedy:
„Zobaczy pani, taki moment przyjdzie szybciej, niż się pani spodziewa”. I rzeczywiście tak się stało. Dziś Ewcia jest już starszą dziewczynką i czasem biegnie do sali tak szybko, że rodzice żartują, że nie zdąży nawet dobrze pomachać na pożegnanie. Ta historia zawsze przypomina mi jedną ważną rzecz: każde dziecko potrzebuje czasu, żeby poczuć się w nowym miejscu pewnie. Ale ten moment w końcu przychodzi.